Sypiąca się potęga

Czemu sowieckie czołgi, które granicę z Polską przekroczyły 17 września, do Grodna dotarły dopiero trzy dni później? Wcale nie dlatego, że po drodze napotkały na silny opór – po prostu zabrakło paliwa. Armia Czerwona była potęgą, ale organizacyjnie okazała się bardzo słaba.

Zniszczony sowiecki czołg BT-5

Jak pisał w artykule Obrona Wilna i Grodna w 1939 r. na naszym portalu prof. Czesław Grzelak (http://kresy1939.pl/blog/2015/07/14/obrona-wilna-i-grodna-w-1939-roku/), na Grodno miała uderzyć Grupa Zmechanizowana 16 Korpusu Strzeleckiego. „problem opanowania Grodna (…) tkwił w paliwie i <kulejącej> łączności. Baki czołgów 15 KPanc. były nadal puste. Dopiero interwencja przebywającego przy wojskach FB zastępcy ludowego komisarza obrony ZSRS marszałka Siemiona Budionnego spowodowała dostarczenie części paliwa dla korpusu samolotami transportowymi. 27 BPanc. (z 15 KPanc.) płk. Iwana Juszczuka, otrzymując zadanie zdobycia Grodna, mogła dla posiadanych aktualnie w linii 146 czołgów i 11 samochodów pancernych uzupełnić paliwo (kosztem innych czołgów brygady) w 63 czołgach, 2 samochodach pancernych i 8 pojazdach pomocniczych”.

Problem ten opisany został szeroko przez Pawła Janickiego w artykule „Ostro rysuje się sprawa paliwa”. Mobilizacja Armii Czerwonej we wrzesniu 1939 roku, zamieszczonym w piśmie „Technika wojskowa. Historia” (nr. specjalny 1/2023). Autor zauważa, że „kulisy przygotowań i przeprowadzenia operacji wojskowej przeciwko Polsce ujawniły, jak bardzo sowiecka rzeczywistość rozmijała się z propagandą serwowaną zachodnim obserwatorom i prasie”.

W przypadku Białoruskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego – a to z niego ruszyły wojska na Wilno i Grodno – „kontrole wykazały, że rezerwiści nie stawiali się w terminie”. 13 września 1939 r. sztab BSOW meldował stawiennictwo rezerwistów między 83-98 proc.”. Brakowało koni i ciężarówek. W skali całej armii, „duże braki odnotowano w umundurowaniu żołnierzy, którzy nierzadko korzystali częściowo lub w pełni [z] ubrań cywilnych. (…) Znaczne ilości wojska musiano zatrzymać na granicy z Polską, jako, że oddziały wyruszyły nieumundurowane i bez butów. Dla przykładu w 121 DS łącznie 1140 ludzi maszerowało bez mundurów, a 400 bez obuwia. Wielu żołnierzy było w łapciach, boso czy w cywilnych spodniach i cyklistówkach”.

Fatalna sytuacja panowała w jednostkach pancernych, które „zaczęły ponosić straty w sprzęcie, jeszcze nim rozpoczęto działania bojowe. (…) Straty w 32 Brygadzie Czołgów z 15 Korpusu Czołgów wynosiły aż 50 proc. stanu czołgów”. Przyczyny: „braki w zaopatrzeniu w smary, części zamienne, niski poziom wyszkolenia mechaników-kierowców z rezerwy oraz przegrzewanie się silników na pylistych drogach”. A już po przekroczeniu granicy komisarz armijny I rangi Lew Mechlis meldował 20 września: „Źle jest z paliwem do czołgów. Co jakiś czas z powodu braku benzyny pierwszego gatunku czołgi stają”.

Trudno się więc dziwić, że w Wilnie, Grodnie, Brześciu, Lwowie czy Tarnopolu mieszkańcy ze zdumieniem patrzyli na wkraczających „zwycięzców”. Jak pisała Agnieszka Sawicz w artykule „W piżamie do teatru, po wodę do sedesu, czyli jak czerwonoarmiści radzili sobie we Lwowie” (http://kresy1939.pl/blog/2021/03/12/jak-czerwonoarmisci-radzili-sobie-we-lwowie/): „<Źle umundurowani, o wyglądzie ziemistym, wyraźnie zaniepokojeni, prawie wystraszeni> wspominała Karolina Lanckorońska, a Lwowianie z ciekawością przyglądali się <azjatyckim hordom>, przypominającym im raczej najazd mongolski, niż bratnią pomoc. Byli <mali, ohydni, skośnoocy>, w mundurach przypominających raczej szmaty”.

Tyle, żebyło ich bardzo wielu: blisko 800 tys. ludzi, 5 tys. czołgów, 3300 samolotów. A Wojsko Polskie wykrwawiało się w wojnie z Niemcami.

Jan Marczyński

Zdjęcie: domena publiczna