We wrześniu 1939 r. wyjechali z Polski, uciekając przed Niemcami, także literaci i poeci. Julian Tuwim i Antoni Słonimski mieli się czego obawiać: obydwaj pochodzenia żydowskiego, nie kryjący swej wrogości do Hitlera i nazistowskich Niemiec.

Tuwim i Słonimski w karykaturze Jerzego Zaruby
Tuwim wyjechał z Warszawy 5 września, taksówką, razem z żoną, Mieczysławem Grydzewskim (historyk, felietonista, dziennikarz, redaktor czasopisma „Skamander” oraz tygodnika „Wiadomości Literackie”, także pochodzenia żydowskiego) i Słonimskimi do Kazimierza nad Wisłą. W Kazimierzu uciekinierzy zatrzymali się na chwilę u Marii i Jerzego Kuncewiczów, a następnie wozem konnym uciekli do Bełżyc (6 września). Po noclegu w gospodarstwie rolnym ruszyli dalej do Niedrzwic i na noc trafili do Krasnegostawu (7 września).
Tuwimowie jechali dalej, przez Tomaszów Lubelski, Hrubieszów, Lwów, Stanisławów, w stronę rumuńskiej granicy, do Śniatynia nad Dniestrem.
W rowach przy drogach, którymi jechali, leżało coraz więcej trupów. Każdego dnia trzeba było na nowo starać się o nocleg, coś do jedzenia, transport. „Stojąc nad rowem, na brzegu szosy, prosząc przejezdnych o zabranie nas ze sobą, przeżywałem uczucia żebraka” – mówił Tuwim.
W połowie września znaleźli się w Śniatyniu. Nie mieli jednak rumuńskich wiz, a żandarmi na granicy nie chcieli ich bez nich puścić. Poeta z żoną utkwili na prawie dwa dni w dworcowej poczekalni, „pustej i wymarłej”, wspominał jego szwagier Julian Stawiński. Dopiero po konspiracyjnej akcji Szczepana Baczyńskiego, młodego urzędnika z konsulatu RP w Czerniowcach, i dwójki polskich oficerów, udało się „wykraść” internowanych. Baczyński, z zawodu aktor, odwrócił uwagę pilnującego ich żandarma, Tuwimowie wsiedli do czekającego z włączonym silnikiem auta oficerów i błyskawicznie odjechali. Po drodze Tuwimowie musieli jeszcze tylko obejść polami zaalarmowany posterunek policyjny, ale po kilku godzinach byli już w Czerniowcach, a wkrótce potem w Bukareszcie.
Słonimscy jechali dalej oddzielnie, starym fordem. Pod Zamościem zaczęły im pękać opony, więc znów przesiedli się na furmankę, i w ten sposób dotarli do Hrubieszowa (10 września). Przez Sokal i Brody dotarli następnego dnia do Krzemieńca (11 września). Odbyło się tam ważne spotkanie z konsulem angielskim, Frankiem Saverym (w Krzemieńcu stacjonował wówczas polski MSZ i zagraniczne placówki dyplomatyczne), który przestrzegł Słonimskiego, że wobec spodziewanej przegranej Polski wyjazd za granicę jest konieczny.
Z kolei 13 września Słonimscy spędzili noc na zamku w Wiśniowcu, później przez Tarnopol, Kopyczyńce i Czortków dotarli do Zaleszczyk. Wraz z Janiną oraz towarzyszami podróży 14 września przekroczyli granicę ukraińsko-rumuńską. Do Bukaresztu dotarli już następnego dnia.
Oprac. S.M.
Źródła, m.in. https://histmag.org/Wygnanie-Juliana-Tuwima-8545 oraz Magdalena Budnik „Ucieczka Słonimskich w 1939 roku: nieznany diariusz Janiny Konarskiej”.
Rysunek – domena publiczna






