Wrześniowe walki pułku KOP „Czortków”

Prezentujemy fragmenty artykułu  „Działania bojowe pułku KOP „Czortków” 17 września 1939 r. autorstwa dr. Andrija Rukkasa z Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, za jego zgodą.

Czortków. Zdjęcie przedwojenne

W przededniu II wojny światowej służbę na Podolu pełniła brygada Korpusu Ochrony Pogranicza „Podole” – jej pododdziały odpowiadały za ochronę liczącego ok. 203,5 km odcinka granicy polsko-radzieckiej na Zbruczu. Brygada ta odpowiadała również za 112,9 km odcinka granicy z Rumunią. W skład tego związku taktycznego wchodziły wówczas cztery bataliony: „Skałat”, „Kopyczyńce”, „Borszczów”, „Czortków”, trzy szwadrony kawalerii („Czortków”, „Zaleszczyki”, „Hnilice Wielkie”), dywizjon artylerii lekkiej oraz kompania saperów.

Podczas mobilizacji alarmowej (27 sierpnia 1939 r.) i powszechnej (31 sierpnia 1939 r.) na bazie pododdziałów podolskiej brygady KOP powołano wiele nowych formacji, które weszły w skład rezerwowej 36 dywizji piechoty. W rezultacie siły brygady KOP „Podole” zostały znacząco osłabione, w związku z czym przekształcono ją w pułk, który otrzymał nazwę „Czortków”. W jego skład weszły bataliony graniczne „Borszczów”,

„Kopyczyńce” і „Skałat”, do których w ostatniej chwili wcielono świeżo zmobilizowanych miejscowych rezerwistów i młodych chłopców – ochotników w wieku przedpoborowym, głównie członków różnych patriotycznych i paramilitarnych organizacji młodzieżowych, takich jak Przysposobienie Wojskowe, Związek Strzelecki czy Junackie Hufce Pracy.

Wcześniej przez kilka lat brygadą KOP „Podole” dowodził pułkownik Bolesław Ostrowski. Pod koniec sierpnia 1939 r., po mobilizacji, pułkownik Ostrowski stanął na czele 36 DP, a dowodzenie brygadą (już wówczas prze-kształconą w pułk) przekazał podpułkownikowi Marcelemu Kotarbie – swojemu zastępcy, wzorowemu oficerowi, mającemu ogromne doświadczenie w służbie na granicy wschodniej.

Żołnierz KOP nad Zbruczem

W połowie września oddziały graniczne regularnie informowały, że Armia Czerwona koncentruje znaczne siły po drugiej stronie Zbrucza. Dowództwo pułku nie przykładało jednak do nich należytej wagi. 6 września jeden z takich alarmujących meldunków przesłał dowódca kompanii „Skała” por. Jan Nowosad, donosząc w nim, m.in., że obserwuje się ożywiony ruch zmotoryzowanych i pancernych jednostek Armii Czerwonej w pobliżu granicy. Polski oficer pisał: „Bolszewicy mierzyli głębokość Zbrucza na licznych brodach rzeki. Dowódcy strażnic skrzydłowych meldowali obecność kolumn czołgów i samochodów ciężarowych na odcinkach granicy powierzonych. Przekazywałem wyniki własnych obserwacji z uzupełnieniem szczegółów dowódców strażnic – do dowództwa Brygady »Podole« w Czortkowie. Dowódca brygady ppłk Marceli Kotarba i jego adiutant, a szef sztabu kpt. Edward Marzys odwoływali się do mojej wyobraźni i doświadczenia z roku ubiegłego. Wtedy Rosjanie zrobili demonstracyjną koncentrację wojsk na naszej granicy w czasie zajmowania Zaolzia oddanego nam przez Czechów. A więc miała to być demonstracja? Moje pytania stawiane przełożonym nie znalazły konkretnej odpowiedzi”.

W pierwszych godzinach 17 września 1939 r., mniej więcej między godziną 0.00 a 3.00, radzieckie zwiadowcze oddziały czołowe w wielu miejscach przekroczyły granicę państwa i weszły na polskie terytorium. Ich podstawowym zadaniem było zlikwidowanie ochrony granicznej oraz stworzenie warunków do sprawnej przeprawy na zachodni brzeg Zbrucza głównych sił Południowej Grupy Armijnej, dowodzonej przez komandarma II rangi Iwana Tiuleniewa.

Strażnice KOP meldowały o tych zdarzeniach swoim dowódcom, początkowo zresztą uznając je za napaści bliżej nieokreślonych grup bandyckich. W końcu alarmujące wieści o zdarzeniach na podolskim odcinku granicy zaczęły napływać do sztabu Naczelnego Wodza polskiej armii w Kołomyi. О 4.45 dotarła tu depesza z Czortkowa, informująca, iż „о 3,00 w rej. Podwołoczysk, Dziewicza, Trybuchowiec, Husiatyna i Załucza jakieś [nie]rozpoznane z powodu ciemności oddziały usiłują przekroczyć granicę sowiecką do Polski i w obecnej chwili trwa walka z oddziałami KOP. Z chwilą rozpoznania oddziałów zamelduję”. Dokładnie dziesięć minut później przebywający wówczas w Czortkowie kpt. Jerzy Fryzendorf z wywiadu KOP przesłał informację następującej treści: „О 4.20 w rej. Podwołoczysk rozpoznano, że są to oddziały bolszewickie. Za nimi słychać szum motorów. W rej. Podwołoczysk, Toczysk i Siekierzyniec oddziały KOP wycofują się”. O 5.12 dotarła wiadomość o tym, że wojska radzieckie zajęły przygraniczne miasteczko Husiatyn17. W istocie pułk KOP „Czortków” stanowił wówczas jedyną realną siłę wojskową, ochraniającą najkrótszą drogę na Pokucie, gdzie w owym czasie stacjonowało Naczelne Dowództwo polskiej armii, prezydent oraz rząd. W tej sytuacji od tego, jak długo pogranicznicy zdołają stawić opór przeciwnikowi, bezpośrednio zależało to, jak długo polskie władze będą mogły przebywać na swoim terytorium.

W tak złożonej sytuacji dowódca czortkowskiego pułku, w pełni świadom swojej roli, starał się utrzymywać bezpośrednią łączność ze Sztabem Naczelnego Wodza i koordynować z nim swoje zadania. Pierwsza rozmowa, za pomocą aparatu Huggesa (juz), odbyła się już о 6.10 – wówczas ppłk Marceli Kotarba skontaktował się z   oficererem dyżurnym oddziału operacyjnego kpt. Stefanem Jędrzejewskim. Zameldował wtedy, że wojska radzieckie przeszły granicę na odcinku ochranianym przez jego jednostkę i już zajęły miasta Podwołoczyska, Husiatyn i Skałę.

Marceli Kotarba jeszcze jako porucznik

О 7.35 ppłk Marceli Kotarba rozmawiał z szefem Oddziału II (wywiadowczego) Sztabu Naczelnego Wodza płk. Józefem Smoleńskim, który zgodnie z rozporządzeniem szefa sztabu i w porozumieniu z Ministerstwem Spraw Zagranicznych rozkazał natychmiast wysłać do wojsk radzieckich parlamentariuszy, aby ustalić, z jakimi zamiarami wkroczyły one na polskie terytorium. Z kolei dowódca czortkowskiego pułku powiadomił, że „wszystkie baony biją się”, a na odcinku batalionu borszczowskiego zostały nawet zniszczone dwa czołgi nieprzyjaciela. Podpułkownik Kotarba postanowił osobiście wykonać rozkaz i sam udał się do wojsk radzieckich na spotkanie. Pułkowy adiutant kpt. Edward Marzys, któremu powierzono obronę przeprawy w Uścieczku, zorganizował grupę żołnierzy. Polscy saperzy zaminowali most i przygotowali go do zniszczenia. Około godziny 11.50 motocyklista z Uścieczka przywiózł do Sztabu Naczelnego Wodza jeszcze jeden raport ppłk. Kotarby, przesłany przez niego do komendantury miasta Horodenki: „Komendant garnizonu Horodenka. Proszę zameldować do sztabu głównego, że już organizuję obronę na wysokości mostu w Uścieczku. Parlamentarza do wojsk sowieckich wysłałem. Nowych wiadomości brak. Borszczów zajęty przez pułk kawalerii n[ie]p[rzyjacie]la i 12 czołgów. Posuwają się na Czortków, częściowo na Tłuste Miasto. M[iejsce] p[ostoju] dowódcy Pułku KOP »Czortków« – Uścieczko”. Była to ostatnia wiadomość, która dotarła od dowódcy czortkowskiego pułku. Dzięki temu, że przebrał się w kolejarski mundur, uniknął radzieckiej niewoli.

cdn.

Zdjęcia: domena publiczna