Jesteś tutaj:

Autor: pkoscinsk

Nasze zamierzenia

km+kamera  zdjęcie z kręcenia filmu „Krew na bruku…”

Film „Krew na bruku. Grodno 1939” to tylko początek. Mamy duże plany, a ich wykonanie zależy w sporej mierze od tego, czy uda się znaleźć chętnych do współpracy oraz konieczne środki.

Oto nasze plany:

  • Rozwijanie portalu informacyjno-historycznego „Grodno 1939” jako głównego miejsca publikacji materiałów o historii obrony Grodna, a także Wilna oraz bitwy pod Kodziowcami we wrześniu 1939 r.; także miejsca informacji o działaniach grup rekonstrukcyjnych i przygotowaniach do produkcji filmu fabularnego o tej tematyce.
  • Spotkanie przedstawicieli polskich grup rekonstrukcji historycznej i GRH Białorusini w Wojsku Polskim. GRH Białorusini w Wojsku Polskim działa na Białorusi i jest – z polskiego punktu widzenia – prawdziwym ewenementem (chyba nie ma takiej grupy w innym kraju…); takie spotkanie pozwoliłoby na rozpropagowaniu ich działań w Polsce i wsparciu ze strony polskich grup.
  • Przygotowania do wyprodukowania filmu fabularnego pod roboczym tytułem „Grodno 1939”. Film, 1,5 godzinny, pokazywałby obronę Grodna w sposób szczególnie atrakcyjny dla młodzieży i osób niekoniecznie interesujących się historią. Termin realizacji: wrzesień 2019. W ramach przygotowań powstałby – możliwie szybko – scenariusz.
  • Zorganizowanie rekonstrukcji obrony Grodna w 1939 r. przez grupy rekonstrukcyjne (Warszawa? inne miasta?).

Zachęcamy wszystkich zainteresowanych do współpracy – biuro@fundacjalelewela.pl

Zakłamany wiatr ze wschodu

Niewiele jest sowieckich filmów prezentujących agresję na Polskę we wrześniu 1939 r. W różnych materiałach powtarzają się te same ujęcia. I ta sama „Piesnia krasnych połkow” („Pieśń czerwonych pułków”).

Przyjrzyjmy się temu filmowi z YouTube. Zniszczone domy na wsi czy tez na jakimś przedmieściu, jadą czołgi, wędruje piechota, jedzie kawaleria. I potem polscy jeńcy, niektórzy – sądząc po mundurach – z Flotylli Pińskiej. Wreszcie rozradowane tłumy na ulicach miast, z których z nazwy wymienione jest jedno: Lwów.

O „przyłączeniu Zachodniej Ukrainy do ZSRR” mówi kolejny film. Widac na nim „polską Linię Maginota”, podzielone wiejskie ziemie „w 88% należące do obszarników i popów” a w tle informacja, że 66% dzieci choruje na gruźlicę. A potem radość z powodu wkroczenia Sowietów w Tarnopolu i te same co poprzednio ujęcia jeńców, te same ujęcia ze Lwowa. I szczęście ludności witającej Sowietów.

A potem „Zgromadzenie Ludowe Ukrainy Zachodniej” i wniosek o przyjęcie do Ukraińskiej SRR – brawa, radość i szczęście delegatów. – Nigdy Polski nie będzie, nigdy! – woła jeden z nich. A potem Rada Najwyższa USRR w Kijowie i formalne przyjecie „Ukrainy Zachodniej” do Ukrainy Sowieckiej.

Może to dziwne, ale na YouTube trudno znaleźć materiały o „wyzwalaniu Zachodnie Białorusi”. Są filmy o wspólnej defiladzie niemiecko-sowieckiej w Brześciu, jak ten niemiecki.

Na YouTube można tez odnaleźć filmy fabularne, jak „Wiatr od wschodu”, „poruszający” obraz dramatycznej niedoli na wsi ukraińskiej (hrabina Przeżyńska zabiera ostatni skrawek ziemi biedakowi Chomie Gabrysiowi). A w końcu filmu okazuje się, że sprawiedliwość dziejowa zwyciężyła i palący wioski (po co?…) polscy ułani znikają gdy nadciągają sowieckie czołgi; zresztą, czołgistów witaja i zbuntowani chłopi oraz polscy żołnierze. No ale Wanda Wasilewska, która pisała scenariusz, miała widać wielką fantazję… Ciekawostka: jeden z czołowych aktorów występujących w filmie, Jewchen Kuryło (jako podpułkownik Andrzej), gdy wkroczyli Niemcy dalej grał we lwowskim teatrze, a potem uciekł przed Armią Czerwoną do USA. I po co mu było grać w „Wiatrze ze wschodu”?…

Do góry