Pomysł narodził się ponad sześć lat temu. Po filmie „Fatalny rozkaz. Grodno 1939” Fundacja Joachima Lelewela planowała stworzenie dwóch kolejnych części „trylogii” – „Lwów 1939” i „Wilno 1939”. Pandemia i wojna na Ukrainie zmieniły kolejność. „Fatalny rozkaz. Wilno 1939” już jest, a opowieść o obronie Lwowa zamierzamy stworzyć wkrótce.
Wojna, a zwłaszcza 17 września 1939 r., oznaczał koniec prawdziwej mekki teatru, jaką był Lwów. Co prawda lwowski teatr odrodził się po 1945 r., ale w zupełnie innej postaci.
Do połowy września 1939 r. w Wilnie było dość spokojnie, jeśli nie liczyć niemieckich nalotów. Lwów odpierał niemieckie ataki. Ale do 17 września panował optymizm.
Znamy wspomnienia Polaków, opisujących wkroczenie we wrześniu 1939 r. Armii Czerwonej do Lwowa. We wspomnieniach Iwana Nimczuka wyglądało to bardzo podobnie. Nimczuk był przed wojną dziennikarzem ukraińskiej gazety „Diło” i działaczem Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo-Demokratycznego (UNDO), największej ukraińskiej partii w II Rzeczpospolitej.
Książka Iwana Nimczuka „565 dni sowieckiego więźnia”
W okresie sowieckim prawie w każdym mieście i miasteczku na Ukrainie Zachodnie oprócz ulic Lenina i Rewolucji Październikowej była również ulica 17 Września. W mojej rodzinnej Kołomyi była też fabryka dywanów huculskich im. 17 Września oraz taką nazwę nosił kołchoz w pobliskiej wsi Żukotyn. Ta data została wyznaczona dla obchodów Dnia Miasta Lwowa.
17 września 1939 r. oddziały Wojska Polskiego walczące z Niemcami i znajdujące się na zapleczu frontu liczyły około 650 tys. żołnierzy. I choć na Kresach Wschodnich było ich co prawda 200 tys., ale byli w stanie obronić kraju przed drugim, potężnym agresorem.
Gdy w 2019 r. wspólnie z redaktorem naczelnym „Kuriera Galicyjskiego” Mirosławem Rowickim postanowiliśmy zorganizować konferencję poświęconą wydarzeniom sprzed stu lat, nie mieliśmy świadomości, na ile naprawdę ważna była obrona Lwowa w 1920 r. Natomiast było dla nas oczywiste, jakim dramatem – i to w różnych wymiarach – okazała się klęska obrońców miasta w 1939 r.
Rozpoczęcie debaty – 5 listopada 2020 r.
Wydawało się, że nasze zamiary pokrzyżuje pandemia. I redakcja „Kuriera Galicyjskiego”, i Fundacja Joachima Lelewela, uznały, że szans na duże spotkanie we Lwowie już nie będzie. A potem główny inicjator pomysłu, Mirosław Rowicki – człowiek, bez którego organizacja takiego przedsięwzięcia wydawała się całkowicie niemożliwa.
Ale wbrew wszystkiemu możliwa się okazała. Także dlatego, by uczcić pamięć Mirka, który chciał doprowadzić do debaty na ważny nie tylko dla samego Lwowa temat z historii tego miasta. Pomogła Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, a zamiast konferencji udało się zorganizować dyskusję – cztery osoby siedziały w przypominającej arkę sali w Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, a dwie – z Ukrainy – dołączyły za pośrednictwem Internetu. I poza organizatorami i kilkoma dziennikarzami, którzy mogli usiąść na oddalonych od siebie krzesłach, całe przedsięwzięcie oglądano i słuchano jedynie w Internecie.
Jednym z najbardziej zapomnianych i niezwykle rzadko odwiedzanych miejsc związanych z obroną Lwowa w 1939 r. jest zbiorowa mogiła żołnierzy Wojska Polskiego na Hołosku. Skromne upamiętnienie położone jest pomiędzy ogródkami działkowymi przy ulicy Warszawskiej (niemalże na przedłużeniu Prospektu Czornowiła) pomiędzy stacją benzynową WOG a zalesionym wzgórzem, na którym znajduje się dawny cmentarz wsi Hołosko. Spoczywają w niej żołnierze 11 Karpackiej Dywizji Piechoty oraz innych jednostek, które pod dowództwem gen. Kazimierza Sosnkowskiego próbowały przebijać się do oblężonego Lwowa od strony Lasów Janowskich. Po bezskutecznych szturmach niemieckich pozycji w dniach 18-20 września, zdziesiątkowane jednostki zostały rozwiązane i trafiły do niewoli. Według różnych szacunków, na całym odcinku północnym od Hołoska po Zboiska poległo do tysiąca żołnierzy.
Historycy i edukatorzy od co najmniej wieku zajmują się, prócz swego podstawowego zadania, jakim jest dociekanie prawdy o przeszłości i jej przekazywanie również próbami uzgadniania czy negocjowania poszczególnych, partykularnych pamięci lub może raczej – budowania i powiększania ich „części wspólnej”. Najczęściej pamięci takie definiowane są na fundamencie wspólnoty narodowej lub państwowej, choć bywają również „osobne”, węższe pamięci etniczne, ograniczone orientacją polityczną czy rodowodem społecznym.
14 września 1939 r. wydzielona z odwodu 1 Dywizji Górskiej grupa kpt. Fleischmanna, dowódcy I batalionu 99 psg w sile półtora batalionu, opanowała Kozielniki i Sichów, okrążając Lwów od południa i południowego wschodu. Patrole przeciwnika docierały do Winnik, zagrażając komunikacji na szosie do Złoczowa. Natarcie III batalionu 1 pp grodz. na Dworzec Główny, podobnie jak uderzenie II i III batalionu 206 pp rez. pod Zboiskami, nie zakończyło się sukcesem. Siły polskie wzrosły do 20 batalionów piechoty, rozpoczęto formowanie czterech dalszych oraz do 65 dział, z tego 10 ciężkich. Podporządkowane gen. Langnerowi wojska znajdowały się w niemalże całkowicie otoczonym Lwowie, dostęp do którego był możliwy jedynie od wschodu szosą z Winnik. Rdzeniem załogi powinna stać się nadal niepełna 35 DP rez. (bez trzech batalionów), jednak była ona wykorzystywana mało skutecznie pojedynczymi batalionami, zamiast całością.