Mało kto wie, że polscy pancerniacy we wrześniu 1939 r. walczyli z Armią Czerwoną. Stało się tak, choć zdecydowana większość naszych czołgów i samochodów pancernych znalazła się na froncie walki z Niemcami.

Zniszczony sowiecki czołg BT 7
Armia Niemiecka zaatakowała Polskę całą swoją potęgę militarną, liczącą ok. 1,8 mln. żołnierzy, masą 3,5 tys. czołgów i samochodów pancernych, oraz ponad 2 tys. samolotami. Tym siłom Wojsko Polskie przeciwstawia prawie 950 tys. żołnierzy, z niemal wszystkimi środkami materialnymi jakimi dysponowało. W tym aż 95 proc. polskich pojazdów pancernych, które były na jej stanie przed 1 września 1939r. ruszyło do walki z całym niemieckim Wehrmachtem.
Działało więc 11 dywizjonów pancernych , złożonych z czołgów rozpoznawczych TKS i samochodów pancernych wz 29 i 34, przydzielonych do brygad kawalerii, dwóch brygad pancerno-motorowych uzbrojonych w czołgi lekkie Vickers i rozpoznawcze TKS i TKF, 3 batalionów czołgów lekkich 7TP, w tym jednym improwizowanym w Warszawie, 1 batalion czołgów lekkich Renault R 35, 16 samodzielnymi kompaniami czołgów rozpoznawczych TK-3 i TKS przydzielonym poszczególnym dywizjom piechoty, 3 kompanie czołgów wolnobieżnych Renault FT 17 i 12 pociągów pancernych, w tym 2 szkolne. W sumie było to prawie 750 pojazdów pancernych.

Czołg 7 TP
Jednak na zapleczu Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego rozpoczęło mobilizację 29 sierpnia 1939 trzech Ośrodków Zapasowych Broni Pancernej – Nr 1 w Warszawie, Nr 2 w Lublinie i Nr 3 w Przemyślu. Ośrodki te miały przygotowywać uzupełnienia dla walczących załóg polskich czołgów lekkich, rozpoznawczych i samochodów pancernych, jak i przygotowywać nowe kadry dla nowych batalionów pancernych złożonych z kupionych we Francji lekkich R 35.
Bowiem Naczelne Dowództwo zakładało, iż przebieg walk będzie podobny jak w roku 1920, kiedy to uzupełnienie materiałowe dla walczących polskich oddziałów było dostarczane drogą morską z Francji i Anglii. Tym razem, zgodnie z zawartymi wcześniej przez Polskę umowami wojskowymi, miało to odbywać się przez porty rumuńskie.
Niestety zbyt szybki postęp oddziałów niemieckich na kierunku warszawskim wymusił już 5 września wieczorem rozpoczęcie pospiesznej ewakuacji z Warszawy większości Ośrodka Zapasowego Broni Pancernej Nr 1 na wschód Polski. Na szczęście, przed ewakuacją, z dostępnego sprzętu pancernego z Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej w Modlinie, oraz pozostałości z 3 Batalionu Pancernego w Warszawie i nowo odbieranej partii czołgów 7 TP z zakładów Ursus stworzony został utworzyć 3 Improwizowany batalion czołgów lekkich i rozpoznawczych dla Dowództwa Obrony Warszawy. Składał się on z ok 22 czołgów lekkich 7 TP obu wersji (jedno i dwu-wieżowej), oraz 11 czołgów rozpoznawczych TK-3. Batalion ten później odegrał dość znaczną rolę w obronie Warszawy podczas Kampanii Wrześniowej 1939r.
Ośrodek Zapasowy Nr 1 pod dowództwem majora Karola Krzyżanowskiego liczył ok 1 tys. żołnierzy i ponad 100 pojazdów mechanicznych, w skład których wchodziła też mieszana kompania pancerna porucznika Feliksa Uścińskiego w składzie około 2 czołgów dwu-wieżowych typu Vickers E, 4-5 czołgów 7TP dwuwieżowych, 3 samochody pancerne wz 28, 1 samochód pancerny wz 34 i 2 samochody pancerne wz 29 Ursus i kilka gąsienicowych pojazdów, m.in. 3 ciągniki C 7P, dwa działa samobieżne TKD bez uzbrojenia i prototyp ciągnika PZInż-152.

Samochód pancerny wz. 29
Niestety, w Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej w Modlinie musiano pozostawić kilka czołgów 7 TP dwuwieżowych i Vickers E również dwuwieżowych, oraz parę tankietek TK-3. Pojazdy te akurat przechodziły remont kapitalny i nie były na chodzie.
Cała kolumna ruszyła z Warszawy przez Garwolin i Dęblin w stronę Lublina, do którego dotarła wieczorem 7 września 1939r. Niestet,y po drodze parę 7 TP i Vickers E, tankietek oraz pojazdów gąsienicowych uległo awarii i trzeba było je pozostawić. W Lublinie nastąpiło połączenie z Ośrodkiem Zapasowego Broni Pancernej Nr 2.
Ośrodek Nr 2 również mobilizował się od 29 sierpnia w Lublinie na bazie 9 Skadrowanego Batalionu Pancernego i ewakuowanych pozostałości z Batalionów Pancernych Nr 1 z Poznania, Nr 4 z Brześcia, Nr 8 z Bydgoszczy, Nr 7 z Grodna i Nr 10 z Łodzi. Dowództwo nad Ośrodkiem objął podpułkownik Rudolf Kostecki. Ośrodek ten 9 września osiągnął stan ok 800 żołnierzy wyposażonych w ok. 100 pojazdów mechanicznych. W ich skład wszedł pluton specjalny wyposażony w kilka sztuk czołgów rozpoznawczych TK-3 i kilka przestarzałych angielskich czołgów rozpoznawczych Vickers Carden Loyd Mark VI.
Oba połączone Ośrodki Nr 1 i 2 rozpoczęły po południu 9 września dalszy marsz w stronę Łucka i Kiwerc, które osiągnęły wieczorem 11 września. Po drodze ponownie odmówiło dalszej jazdy kilka pojazdów pancernych, czołg Vickers E, tankietka TK-3 oraz prawie wszystkie angielskie czołgi rozpoznawcze Vickers Carden Loyd Mark VI. W Kiwercach 12 września do obu Ośrodków została dołączona grupa techniczno-naprawcza z 12 Batalionu Pancernego w celu poprawienia jakości doprowadzonego sprzętu pancernego. Dołączyły też pozostałości wykrwawionych dwóch Dywizjonów Pancernych – 81 z Pomorskiej Brygady Kawalerii i 21 z Wołyńskiej Brygady Kawalerii, w sile ok 200 żołnierzy uzbrojonych w 3-4 czołgi TKS i 3 samochody pancerne wz 34.
Z tych oddziałów na prośbę komendanta miasta Włodzimierz Wołyński generała Kazimierza Sawickiego zorganizowano Oddział Pancerny majora Stanisława Glińskiego, który miał pomóc polskiej załodze miasta w odparciu ataku niemieckiej 4 Dywizji Lekkiej. Jednostka ta bardzo dobrze spisała się w likwidowaniu niemieckich patroli przekraczających rzekę Bug, w celu ustalenia polskich pozycji obronnych w rejonie Włodzimierza Wołyńskiego.

Zniszczony sowiecki czołg BT 2
W tym samym czasie w dniach 12-13 września do rejonu Podkarmień koło Brodów, 40 kilometrów na południe od Łucka, dotarł z Ośrodek Zapasowy Broni Pancernej Nr 3 z Żurawicy pod Przemyślem.
Ośrodek ten był również formowany od 29 sierpnia w garnizonie 2 Batalionu Pancernego w Żurawicy. Do ośrodka pod koniec sierpnia dotarły też ewakuowane z Krakowa i Lwowa pozostałości po 5 i 6 Batalionie Pancernym, jak i Ośrodka Zapasowego 10 Brygady Kawalerii z Rzeszowa.
Dowódca Ośrodka Nr 3 został major Zygmunt Chabowski. Ośrodek liczył około 700 żołnierzy. I rozpoczął przygotowywać od chwili wybuchu wojny nowe kadry dla polskich pancernych oddziałów czołgów 7 TP. Jednak 7 września Dowództwo Ośrodka w związku z przerwaniem polskiej obrony na linii Dunajca przez niemieckie oddziały, dostało rozkaz jak najszybszego odwrotu na wschód Polski do rejonu Podkarmienia koło Brodów.
W tym celu sformowano zmotoryzowaną kolumnę samochodów liczącą ok 100 pojazdów, oraz utworzono z sprawnego sprzętu pancernego mieszaną kompanię pancerną pod dowództwem kapitana Jarosława Mirskiego w składzie ok 11 dwuwieżowych czołgów 7TP i Vickers E i 10-12 czołgów TK-3. I w takim składzie Ośrodek Nr 3 ruszył wieczorem 7 września w kierunku wschodnim.
Jednak zanim rozpoczął ewakuacje na wschód, zorganizował dwa oddziały pancerne w celu obrony Przemyśla: improwizowaną kompani Renault R17 w liczbie ok. 8 wozów i improwizowaną kompanię TK-3 dla 24 Dywizji Piechoty. Oba oddziały następnie wzięły udział w obronie Przemyśla 14 września przed wojskami niemieckimi.
Natomiast Ośrodek Nr 3, pozostawiając w garnizonie 2 Batalionu Pancernego pewną liczbę niesprawnych pojazdów pancernych, ruszył 7 września drogą na Lwów w kierunku Podkamienia. Podkarmień koło Brodów osiągnął rankiem 13 września, niestety podczas tego długiego przemarszu musiano pozostawić na drodze pewną liczbę niesprawnych dwuwieżowych 7TP i Vickers E i TK-3, którym silniki odmówiły dalszej współpracy.
15 września do wszystkich trzech Ośrodków Zapasowych Broni Pancernej nadeszła wiadomość od Sztabu Naczelnego Wodza, iż do portu w Konstancji w Rumunii wpłynął transport francuskich czołgów Renault R 35, dlatego nakazano marsz w kierunku granicy rumuńskiej do Kut w celu odbioru tych pojazdów. Równocześnie nakazano przygotować im w Tarnopolu odpowiednie miejsce do formowania nowego batalionu czołgów lekkich.
16 Września wszystkie trzy Ośrodki Zapasowe Broni Pancernej połączyły się w miejscowości Podkamień, skąd wspólnie w kilku kolumnach ruszyły w stronę Tarnopola, dokąd dotarły wieczorem.
Jednak 17 września 1939r rankiem do sztabów wszystkich Ośrodków dotarły wiadomości o przekroczeniu polskiej granicy przez jednostki Armii Czerwonej. Wówczas to rozpoczęto natychmiastowy marsz na południe Polski w kierunku przepraw przez rzekę Dniestr.
18 września około godziny 9 rano w miejscowości Monastyrzyska doszło do pierwszej styczności tyłowych oddziałów Ośrodków Zapasowych z sowieckimi czołówkami pancernymi pędzącymi na zachód Polski. Wówczas to, do jednego z oddziałów polskich podjechała sowiecka szpica pancerna z 5 Brygady Pancernej w składzie 2 czołgów lekkich BT-2 i 2 samochodów ciężarowych wypełnionych sowieckimi żołnierzami, którzy natychmiast zaczęli rozbrajać żołnierzy polskich na końcu kolumny.
W efekcie powstało ogromne zamieszanie w szeregach polskiej kolumny. Dlatego też aby dowództwo nad całością polskich sił objął kapitan Konrad Hellebrand, który natychmiast nakazał zablokować drogę sowieckim czołgom. W tym celu ustawiono w poprzek w najwęższym miejscu drogi, przechodzącej akurat przez, las dwa TK-3. Działanie to umożliwiło pozostałym siłom uciec i szybkim marszem dołączyć do głównych sił Ośrodków Zapasowych, przekraczającym już Dniestr w okolicach miejscowości Niżniowe. Tam też o całym incydencje powiadomiono dowództwo polskich Ośrodków.
Dlatego w Niźniowem z głównych siły Ośrodków postanowiono jak najszybciej zaimprowizować obronę przeprawy przez Dniestr przed sowieckimi oddziałami, aby umożliwić polskim oddziałom dalszy odwrót w kierunku granicy z Rumunią i Węgrami. Dlatego też bardzo szybko zorganizowano improwizowane zgrupowanie pancerne.
Składało się ono z pozostałości po mieszanej kompani pancernej porucznika Feliksa Uścińskiego z Ośrodka Nr 1 i pozostałości po mieszanej kompani pancernej kapitana Jarosława Mirskiego z Ośrodka Nr 3. W sumie zebrano ok 4-6 czołgów lekkich 7TP dwu-wieżowych, 9-11 Tankietek TK-3 i TKS, 2 samochody pancerne wz 28 i 1 wz 34 i zgrupowania piechurów z Ośrodka Zapasowego 12 DP.
I tak do pancernego starca w Niźniowem polskich jednostek pancernych z sowieckimi doszło późnym popołudniem 18 września. Wówczas to do polskich oddziałów, rozstawionych tym razem bardziej w kordonie obronnym, podjechało od strony Złoczowa 6-7 czołgów sowieckich typu BT-2 i BT-5, oraz kilka ciężarówek z piechotą. Była to czołówka sowieckiego 25 Korpusu Pancernego, z 5 Brygady Pancernej. Sowieckie czołgi wraz z paroma ciężarówkami jechały w kolumnie bez żadnej osłony – Sowieci nie zakładali tu żadnego oporu ze strony polskich oddziałów. Dlatego zlekceważyli wszelkie procedury bezpieczeństwa.
Widząc to polskie oddziały otworzyły do zbliżających się sowieckich czołgów BT skoncentrowany ogień z ciężkich karabinów maszynowych ze wszystkich posiadanych 7TP i TK-3. W efekcie czego kilka sowieckich czołgów BT zostało bardzo silnie uszkodzonych, a prawdopodobnie nawet dwa stanęły w płomieniach.
Tu należy bowiem pamiętać, że na uzbrojeniu Wojska Polskiego w 1939r, jak i niemieckiego była specjalna amunicja przeciwpancerna do karabinów maszynowych – typ S. Amunicja ta mając wzbogacony ładunek prochowy i odpowiedni grot pocisku karabinowego potrafiła przebić prawie 10 mm płytę pancerną. Dlatego też tak łatwo polskie karabiny maszynowe wz. 30 poradziły sobie z pancerzami sowieckich czołgów BT, które mimo grubości pancerza wynoszącej 13 mm, a nawet 17 mm były spokojnie przebijane przez polskie pociski typu S z karabinów maszynowych. Przyczyną tego stanu rzeczy była po prostu bardzo mizerna jakość sowieckiej stali pancernej!
Rozpoczęła się wówczas dwugodzinna, ostra wymiana ognia. W efekcie strona sowiecka ze stratami w ludziach, jak i sprzęcie wycofała się z powrotem w stronę Monastyrzysk. Nie podejmowała już tego dnia żadnych działań bojowych.
Polska strona w toku zaciętej walki utraciła niestety większość sprzętu pancernego: 2 zniszczone czołgi lekkie 7 TP, 1 samochód pancerny wz 34, oraz aż 6 czołgów TK-3, z których 4 zostały zniszczone ogniem sowieckiej broni maszynowej i dział, a dwie inne tankietki TK-3 zostały staranowane przez sowieckie BT-5. Zginęło około 10 polskich pancerniaków, a kilku innych zostało rannych.
Ta walka jednak umożliwiła dalszy odwrót polskim oddziałom w stronę granicy z Rumunia i Węgrami. I tak, rzut kołowy z Ośrodków Nr 1 i 2 dotarł wczesnym rankiem 19 września do Kut, gdzie przekroczył granice rumuńsko-polską. Ciekawostką jest tu fakt iż w obronie Kut przed oddziałami komunistycznych bojówek ukraińskich, jak i sowieckimi regularnymi jednostkami pancernymi, zginął 20 września 1939r około godziny 11.00 słynny polski dziennikarz i artysta, kapral Tadeusz Dołega-Mostowicz.
Kolejna cześć Ośrodków, szczególnie Nr 3, mając już odciętą drogę do granicy rumuńskiej, przez przekraczające rzekę Dniestr oddziały sowieckie, ruszyła w stronę granicy z Węgrami.
I tak przez Stanisławów w ślad za oddziałami 10 Brygady Kawalerii-Pancernej pułkownika Maczka w stronę granicy z Węgrami ruszyła większość oddziałów Ośrodka Nr 3, w tym pozostałości oddziału pancernego porucznika Feliksa Uścińskiego. Oddział ten posiadając jeszcze parę wozów bojowych, w tym tankietki TK-3 oraz samochody pancerne wz 28, stoczył jeszcze kilka walk z komunistycznymi bojówkami ukraińskimi i kawalerią sowiecką.
19 września 1939r pod Tyśmienicą, oddział pancerny porucznika Feliksa Uścińskiego stoczył walkę z sowiecką kawalerią i komunistycznymi bojówkami ukraińskimi gdzie utracił TK-3 i samochód pancerny. 20 września 1939r ten sam oddział stoczył również walkę pod Nadwórną z komunistycznymi bojówkami ukraińskimi i kawalerią sowiecka, w której utracił ostatni TK-3.
21 września 1939r na przełęczy Legionów, niecałe 2 kilometry od granicy z Węgrami, odmówił posłuszeństwa ostatni samochód pancerny wz 28. Pojazd ten zepchnięto w przepaść. I tym samym większość Ośrodka Zapasowego Broni Pancernej Nr 3 tylko na samochodach i pieszo przekroczyła granice węgierską.
Na Węgry udało się również dotrzeć także pewnej części oddziałów pancernych z 21 Dywizjonu Pancernego i 81 Dywizjonu Pancernego pod dowództwem majora Stanisława Glińskiego, które ok 20 września rankiem przekroczyły granice węgiersko-polską na Przełęczy Tatarskiej. Między innymi oddziały te ewakuowały aż z Łucka 2 czołgi rozpoznawcze, jeden TKS z działkiem 20 mm i jeden zwykły TKS, a także 2 czołgi Renault R 35 z 21 Batalionu Czołgów Lekkich, w tym jeden przyprowadzony przez porucznika Jana Webera.
Również prze Przełącz Tatarska, drogą od Lwowa przez Stanisławów, ewakuowały się na Węgry już 19 września oddziały 10 Brygady Kawalerii pułkownika Stanisława Maczka, które przeprowadziły przez granice węgiersko-polską ok 18 TKF i TK-3 i 3 lub 4 czołgi Renault R 35 z 21 Batalionu Pancernego, oraz prawdopodobnie 2-4 czołgi lekkie 7 TP dwuwieżowe z Ośrodka Nr 3 (ta ostatnia informacja nie jest pewna). A 19 września nieznany pluton 2 czołgów 7TP dwuwieżowych pomógł plutonowi motocyklistów porucznika Jana Jaroszewicza z 10 Brygady Kawalerii pełniącemu role straży tylej w zdławieniu rebelii komunistów ukraińskich w Stanisławowie. Bojówki te, uzbrojone w broń palną, z czerwonymi opaskami na rękach, zablokowały główną drogę w Stanisławowie ostatnim kolumną wojskowym z 10 BK, które kierowały się w stronę granicy z węgiersko-polskiej. Wówczas to porucznik Jaroszewicz polecił polskim czołgom otworzyć ogień z broni maszynowej. To rozproszyło napastnikom, a polskim siłom utorowało drogę. 7 TP według relacji porucznika Jaroszewicza towarzyszyły jego oddziałowi do samej granicy, jednak co się z nimi stało dalej, do dziś nie wiadomo.
Kolejne dość istotne starcia polskiej broni pancernej z sowieckimi czołówkami pancernymi odbyły się z udziałem francuskich Renault R 35. 20 lipca 1939 r. przybył do Gdyni z Francji transport 50 czołgów lekkich Renault R 35 i 3 czołgów Hotchkiss H 35. Z tego transportu 46 Renault R 35 skierowano do Łucka, do 12 Batalionu Pancernego, gdzie rozpoczęto formowanie 21 Batalionu Czołgów Lekkich. Pozostałe pojazdy trafiły do Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej w Modlinie, skąd 30 sierpnia 1939 zostały przetransportowane drogą kolejową również do Łucka, do koszar 12 batalionu Pancernego.
Z chwilą wybuchu wojny 1 września 21 Batalion Pancerny ukończył mobilizację, jego dowódcą został major Jerzy Łucki. Do 10 września 1939r batalion był w odwodzie Naczelnego Wodza. Z chwilą załamania się polskiej obrony na linii rzeki San 12 września marszałek Edward Rydz-Śmigły nakazał dowódcy batalionu, aby jego czołgi R 35 dołączyły do załogi obrony Lwowa.
Dlatego 13 września 1939r rozpoczął się w Łucku załadunek czołgów Renault R35 na platformy kolejowe, skąd ruszył na południe Polski. Niestety z powodu uszkodzenia torów kolejowych przez niemieckie lotnictwo w okolicach Brodów, 15 września batalion ruszył marszem kołowym w stronę Złoczowa. Tu Naczelny Wódz zmienił jego przydział z podporządkowania załodze Lwowa, a szczególnie 10 BK pułkownika Maczka, na przydział do jednostek broniących tzw Przyczółek Rumuński. Dlatego 16 września batalion po długim marszu dotarł na linie rzeki Dniestr. Rankiem 17 osiągnął do Stanisławów, gdzie do dowódcy, mjra Jerzego Łuckiego dotarła wiadomość o przekroczeniu polskiej granicy przez oddziały Armii Czerwonej.
Około 11.00 do batalionu nadszedł rozkaz jak najszybszego odmarszu w stronę granicy rumuńskiej, co też wykonał niezwłocznie. Dlatego 18 września o godzinie 15.00 główne siły 21 Batalionu przekroczyły granice rumuńsko-polską w sile 34 czołgów Renault R 35.
Natomiast na tyłach, w rejonie przeprawy przez Dniestr w Niźniowie został pozostawiony wzmocniony oddział czołgów lekkich R 35 w liczbie 12 pojazdów porucznika Mariana Fijałkowskiego. Oddział ten został tam wysłany na rozkaz generała Władysława Sikorskiego w celu zabezpieczenia tej przeprawy, tak aby nie została ona opanowana nagłym atakiem przez czołówki sowieckich wojsk pancernych. Co ciekawe, był to jedyny rozkaz generała Władysława Sikorskiego wydany podczas Kampanii Wrześniowej 1939r !
Rozkaz ten został jednak już wieczorem 17 września 1939 anulowany przez majora Łuckiego, który nakazał jak najszybszy marsz oddziału porucznika Fijałkowskiego do Kut w celu przekroczenia granicy rumuńskiej. Jednak podczas wieczornego marszu oddział uległ rozpadowi, i cześć czołgów lekkich Renault R 35 dołączyła do jednostek 10 BK Pancerno- pułkownika Maczka, a cześć do oddziału majora Stanisława Glińskiego. Niestety, również po drodze kilka R 35 się popsuło i została porzucone. Tak więc do granicy w Kutach oddział porucznika Mariana Fijałkowskiego dotarł dopiero rankiem 20 września 1939 i przekroczył granice rumuńską w sile tylko 4 czołgów lekkich Renault R 35.
Jednak z pozostałości po 21 Batalionie Pancernym w Łucku udało się utworzy podczas Kampanii Wrześniowej 1939r jeszcze jeden oddział pancerny uzbrojony w czołgi lekkie Renault R 35 i czołgi lekkie Hotchkiss H 35. Oddział ten powstał w Kwiercach pod Łuckiem 15 września 1939r pod dowództwem porucznika Józefa Jakubowicza. W jego skład włączono czołgi lekkie Renault R 35 i Hotchkiss H 35 znalezione na transporcie kolejowym ewakuowanym z Modlina. Z pojazdów tych utworzono dwuplutonową kompanię czołgów lekkich, lub inaczej półkompanię w liczbie 7 pojazdów (4 czołgi Renault R 35 i 3 czołgi Hotchkiss H 35 ). Czołgi te obsadzili podchorążowie ze Szkoły Broni Pancernej z Modlina.

Hotchkiss H 35
16 września kompania porucznika Jakubowicza została podporządkowana oddziałom Grupy Operacyjnej „Dubno” generała Stefana Strzemińskiego.
I tu 17 września 1939r na wieść o przekroczeniu polskiej granicy przez jednostki sowieckie całe zgrupowanie Grupy Operacyjnej „Dubno” z kompanią czołgów lekkich R 35 porucznika Jakubowicza ruszyło na południe Polski w stronę granicy węgierskiej. I po długim marszu osiągnęły 19 września 1939r rejon Krasne-Busk nad górnym Bugiem.
Niestety tu dalszy marsz polskim oddziałom Grupy Operacyjnej „Dubno” przecięły czołowe jednostki z sowieckiej 24 Brygady Pancernej. Wywiązała się wówczas w rejonie Buska dość krótka walka pomiędzy sowieckimi czołgami lekkimi BT-5, a polskimi czołgami lekkimi Renault R 35. W wyniku walki kompania porucznika Jakubowicza utraciła jeden rozbity czołg R 35, a dwa inne odniosły uszkodzenia. Po stronie sowieckiej został rozbity 1 czołg lekki typu BT-5, dwa inne odniosły rany i spaleniu uległy także 2 ciężarówki sowieckie.
Po tym starcu nowy dowódca Grupy Operacyjnej „Dubno” pułkownik Stefan Hanke-Kulesza zmienił kierunek marszu polskiego zgrupowania z południowego, na zachodnie w kierunku Rawy Ruskiej, tak aby połączyć się z walczącymi jeszcze na zachodzie jednostkami polskimi. W ślad za tymi oddziałami ruszyła i wspomniana kompania, z ostatnimi 4 czołgami R 35 i H 35. Kompania następnie bardzo skutecznie walczyła 21 września 1939 z niemieckimi oddziałami o Kamionkę-Strumiłową, po czym z ostatnimi dwoma sprawnym czołgami R 35 dotarła aż w okolice Hrubieszowa. Gdzie w rejonie Tyszowic 23 września stoczyła swą ostatnią walkę z dwoma sowieckimi czołgami T-26 z czołówki 36 Brygady Pancernej. Pojazdy sowieckie zaskoczone silnym oporem ze strony polskiej, wycofały się. Niestety, następnego dnia oba uszkodzone czołgi R 35 musiano porzucić. W stronę walczącej jeszcze Warszawy, ruszył tylko oddział na samochodach
W tym samym mniej więcej czasie bardziej na północ od Hrubieszowa, w Kowlu, 24 września 1939r w ręce sowieckich oddziałów wpadła znaczna liczba polskich czołgów lekkich 7 TP jednowieżowych, od 11 do 14 pojazdów. Były to czołgi z 2 Batalionu Pancernego, 2 Kompanii czołgów kapitana Konstantego Hajdenki. Czołgi te toczyły intensywna walki z niemieckimi oddziałami od 4 września 1939, od rejonu Piotrkowa Trybunalskiego. I z stamtąd pod naporem wojsk niemieckim wycofywały się niemalże przez cała Polskę, aż do Kobrynia, do którego przybyły w dniu 16 września 1939r. Tu weszły w skład załogi obrony miasta i przeszła pod dowództwo pułkownika Leona Koca.
17 września 1939r dowództwo 2 Kompanii zastała wiadomość o przekroczeniu polskiej granicy przez oddziały sowieckie. Dlatego kapitan Hajdenko po południu 17 września dostał rozkaz od pułkownika Koca odjazdu swoimi czołgami 7 TP do granicy węgierskiej. Niestety, zbyt zły stan techniczny czołgów 7 TP po tak długim marszu taki-marsz wykluczał, dlatego kapitan Hajdenko nakazał podpalić wszystkie posiadane jeszcze czołgi. A sam ze swoimi żołnierzami na samochodach udał się w kierunku granicy z Węgrami, którą przekroczył 19 września.
Ostatnim z większych polskich oddziałów pancernych który stoczył zaciętą walkę z sowiecką bronią pancerną był 91 Dywizjon Pancerny z Nowogródzkiej Brygady Kawalerii generała Władysława Andersa. Dywizjon ten pod dowództwem majora Antoniego Śliwińskiego walczył od 1 września 1939r z oddziałami niemieckimi, aż od granicy z niemieckimi Prusami Wschodnimi. Po czym aż po 700 kilometrowym marszu dotarł wraz z oddziałami Nowogródzkiej BK 27 września 1939r w okolice Chyrowa na południe od Przemyśla. I tu w okolicach miejscowości Władypol oddziałom z Nowogródzkiej BK przebijającej się w kierunku granicy węgiersko-polskiej zagrodziły 27 września drogę jednostki z sowieckiej 26 Brygady Pancernej i 34 Dywizji Kawalerii.
Polskie oddziały podjęły zatem walkę i. Na czele polskich jednostek posuwał się 27 Pułk Ułanów z oddziałem z 91 Dywizjonu Pancernego, posiadającym jeszcze 2 czołgi TK-3 i 2 samochody pancerne wz 34. To na tych jednostkach skoncentrowali główne uderzenie Sowieci. Na szczęście dzięki skoncentrowaniu całej artylerii polowej, jak i przeciwpancernej Armia Czerwona została tego dnia odparta.
W toku tej zaciętej walki pod Władypolem 27 września 1939r Sowieci stracili ok 11 czołgów T-26 i 7 samochodów pancernych, a Nowogrodzka Brygada Kawalerii utraciła cały posiadany sprzęt pancerny. Dlatego gen. Anders o północy z 27 na 28 września 1939 zarządził zniszczenie ciężkiego sprzętu i rozformowanie całej brygady na małe grupy, tak aby umożliwić tym samym jak największej liczbie podwładnych dotarcie do granicy z Węgrami.
Niestety, udało się to bardzo nielicznym grupom z Nowogródzkiej BK, a sam gen. Anders, ciężko ranny został schwytany przez Sowietów 30 września przy samej granicy węgierskiej.
Jednak do tych pancernych starć polskich czołgów i samochodów pancernych z jednostkami sowieckimi we Wrześniu 1939 r. należy dodać jeszcze jeden rodzaj jednostek polskiej broni pancernej, który brał odział w tych zmaganiach. Były to polskie pociągi pancerne.
Pierwszym z nich był pociąg pancerny Nr 51, o nazwie „Pierwszy Marszałek” dowodzony przez kapitana Zdzisława Rokosowskiego (nie mylić z sowieckim marszałkiem Rokossowskim). Pociąg ten należał do Armii „Kraków” i walczył od 1 września z oddziałami niemieckimi od rejonu Beskidów i wycofując się stale pod ich naporem na wschód Polski. I tak 16 września 1939r dotarł do Kowla, skąd ruszył w stronę Sarn, by tamtejszym szlakiem dojechać od strony wschodniej do Lwowa.

„Pierwszy Marszałek”
Niestety, 17 września plan ten uległ zmianie. Załoga pociągu „Pierwszy Marszałek” dowiedziała się o napaści sowieckiej. Potwierdzeniem tego było ranne bombardowanie miasta Sarny i polskiego pociągu przez sowieckie samoloty. Załoga pociągu dość skutecznie odpędziła sowieckie samoloty, zestrzeliwując nawet jeden z nich. Następnie kapitan Rokosowski podporządkował swój pociąg pancerny dowódcy Pułku KOP „Sarny” podpułkownikowi Nikodemowi Sulikowi.
Dowódca „Sarn” już w południe 17 września wydał rozkaz załodze pociągu aby rozpoznała rejon miasta Równego i spróbowała nawiązać kontakt z dowództwem pułku KOP „Równe”. Niestety, patrol z pociągu pancernego Nr 51 złożony z dwóch drezyn pancernych z czołgami R 17 po dotarciu na obrzeża Równego około 15.00 17 września zaobserwował dużą kolumnę pancerną wojsk sowieckich zajmujące to miasto. Dlatego bardzo szybko załogi obu polskich drezyn powróciły do Sarn.
Natomiast 18 września „Pierwszy Marszałek” ponownie patrolował rejon na północ od Równego. Tym razem w rejonie Kostopola napotkał sowiecką zmotoryzowaną kolumnę w liczbie ok 20 samochodów ciężarowych, z trzema ciężkimi działami holowanymi przez trzy gąsienicowe ciągniki, w asyście 4 samochodów pancernych BA-6. Sowiecką kolumnę podpuszczono na bardzo bliska odległość, i skoncentrowanym ogniem wszystkich dział i karabinów maszynowych doszczętnie rozbito, niszcząc wszystkie pojazdy samochodowe i 4 auta pancerne BA-6.
W dniach 19-20 września 1939r załoga pociągu wspierała ogniem swoich dział żołnierzy z Pułku KOP „Sarny” w odpieraniu ataków sowieckiej 60 Dywizji Strzeleckiej. 21 września 1939r osłaniała odwrót żołnierzy Pułku KOP „Sarny” na zachód Polski. Natomiast 22 kapitan Rokosowski postanowił oderwać się od sił głównych Pułku KOP „Sarny” i ruszył w stronę Kowla. Po czym około południa 22 września 1939r kiedy pociąg docierał na przedmieścia Kowla, został zaatakowany przez 40 sowieckich samolotów bombowych. I mimo dzielnego oporu naszego pociągu, która meldowała o zestrzeleniu 2 sowieckich samolotów, a dwóch dalszych uszkodzonych, „Pierwszy Marszałek” został tak silnie uszkodzony że kapitan Rokosowski nakazał jego opuszczenie. Załoga pomaszerowała na zachód, dołączając do oddziałów Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”.
W toku Kampanii Wrześniowej 1939 w ręce sowieckie wpadły jeszcze dwa polskie pociągi pancerne zdobyte we Lwowie 22 września –Nr 53 „Śmiały” i Nr 55 „Bartosz Głowacki”. Były to pociągi z Armii „Łódż”. Bohaterowie Bitwy pod Mokrą którzy w toku wrześniowego odwrotu dotarli aż do Lwowa.
Ostatnią jednostką tego typu która walczyła z sowieckimi oddziałami był tzw. improwizowany pociąg pancerny „Wilno”. Powstał on w garnizonie Wilna w dniach 14-16 września 1939r. Dowódcą jego został porucznik Ignacy Pielaszewski. 17 września ten improwizowany pociąg przeszedł pod bezpośrednie rozkazy dowódcy obrony Wilna pułkownika Jarosława Okulicz-Kozaryna. On zaś 18 września wysłał ten pociąg na rozpoznanie rejonu miasta Lida.
Tam, na obrzeżach Lidy, w rejonie miejscowości Burbiszki, załoga pociągu pancernego „Wilno” stoczyła dwugodzinną walkę z nadciągającą od strony Baranowicz sowiecką czołówką pancerną. Podczas tego starca polski pociąg uległ całkowitemu zniszczeniu. Resztki jego załogi ruszyły w stronę Wilna. Większość z nic została wzięta do niewoli sowieckiej.
Piotr Ziemblicki
Autor jest historykiem, były pracownik Oddziału IPN Wrocław, obecnie nauczyciel historii
Zdjęcia: domena publiczna
Bibliografia
- Marian Żebrowski, „Zarys historii polskiej broni pancernej 1918-1947” wyd Londyn 1971
- Antoni Nawrocki, „2 Batalion Pancerny”, wyd Pruszków 1992
- Bitwy Polskiego „Września 1939” autor Piotr Apoloniusz Zawilski wyd Warszawa 1989
- Szubański Rajmund, „Polska Broń Pancerna w 1939r” wyd Warszawa 2004
- Antoni Nawrocki i Ryszard Jakubowski, „5 Batalion Pancerny”, wyd Pruszków 2003
- Szubański Rajmund, „4 Batalion Pancerny” wyd Pruszków 1996r
- Szubański Rajmund, „Szkoła Podchorążych Broni Pancernej 1936-1939”, wyd Pruszków 1996r
- Szubański Rajmund, „Pancerne boje września”, wyd Warszawa 2009
- Ludwik Głowacki, „Obrona Warszawy i Modlina 1939”, wyd Warszawa 1985
- Adam Jońca, Rajmund Szubański, Jan Tarczyński, „Wrzesień 1939 Pojazdy Wojska Polskiego, Barwa i broń”, wyd Warszawa 1990
- Janusz Ledwoch, „Samochody pancerne Wojska Polskiego 1918-1939”, wyd Warszawa 2013.
- Janusz Magnuski, „Samochody Pancerne Wojska Polskiego 1918-1939”, wyd Warszawa 1993r
- Jan Tarczyński, Krzysztof Barański i Adam Jońca, „Pojazdy w Wojsku Polskim 1918-1939”, wyd Pruszków 1995
- Frowien Karl, „Schluss mit Polen”, wyd. Berlin1939r
- Niemiecki Oficjalny Wykaz Walk w Polsce z 1940 „Unser Kampf in Polen” wyd Munchen 1940
- Jan Tarczyński, „12 Batalion Pancerny”, wyd Pruszków 1995
- Tomaszów Lubelski Wrzesień 1939 Polskie Rydwany Ognia autor Piotr Ziemblicki praca niepublikowana
- Prasa Miesięcznik „Odkrywca”
- Artur Wodziński, „1 Dywizja Piechoty Legionów”, wyd Warszawa 2016
- Wieczorkiewicz Paweł, „Kampania 1939r”, wyd. Warszawa 2001r.
- Leszek Gondek, „17 Września 1939 Agresja Stalina na Polskę”, wyd Gdańsk 1990
- Józef Jasnowski, Edward Szczepaniuk, „Napaść Sowiecka i Okupacja Polskich Ziem Wschodnich wrzesień 1939”, wyd Londyn 1987r
- Janusz Magnuski, Maksym Kołomyjec, „Czerwony Blitzkrieg Wrzesień 1939r” wyd Warszawa 1994.






