KOP-iści bronili się pierwsi

17 września 1939 r. jako pierwsze Armii Czerwonej stawili opór żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Trzeba przy tym pamiętać, że jeszcze przed rozpoczęciem wojny, większość oddziałów KOP oraz rezerwistów została skierowana na zachód, do obrony kraju przed Niemcami.

Patrol KOP na granicy

We wspomnieniach tych, którzy pozostali na wschodniej granicy, powtarza się to samo: w strażnicach żołnierzy było niewielu, nikt nie spodziewał się agresji ze wschodu. A jednak walczyli.

Tego dnia była niedziela. Już o 5.00 rano mieszkańców wschodniego Podola obudził dźwięk kościelnych dzwonów. Na początku nikt nie wiedział co się dzieje. . Nagle rozeszły się błyskawiczne wieści, że bolszewicy zaatakowali Polskę od wschodu.

– Znienacka, w nocy, po kryjomu!

– Ale tym razem to nie dzika nawała jak w 1920 roku tylko regularne wojsko – gruchnęła wiadomość.

– Dlaczego Sowieci Polskę zaatakowali? – dziwili się ludzie.

Jedni obojętnie wzruszali ramionami, a drudzy mając doświadczenia sprzed 20 lat chowali złotą biżuterię, zegarki na rękę i kieszonkowe oraz żywność, pieniądze, kożuchy, futra i skórzane buty z cholewami. Choć nikt nie oczekiwał sowieckiej agresji, to podobno przed 17 września pojawiły się jakieś tajemnicze znaki. – Wieczorem 16 września – opowiadali mieszkańcy Kopyczyniec – niebo strasznie poczerwieniało przed zachodem słońca. Takiego zjawiska jeszcze tu nie było, najstarsi ludzie nie pamiętali krwawego nieba nad Kopyczyńcami i w kronice miasta ani okolicy nikt o tym nie pisał – mówili. Krwawa łuna utrzymywała się do północy i ludzie robili znaki krzyża na

17 września rano słońce mocno świeciło i zapowiadało wielki upał. Nagle ludzie usłyszeli szum wielu silnikó1) od strony Husiatyna.

– Ruskie czołgi jadą!

– Słychać strzelaninę nad Zbruczem i wybuchy granatów!

– To KOP-iści bronią się przed najeźdźcami!

– Uciekajmy do domów – ludzie wpadli w panikę – bo nas wszystkich bolszewicy wystrzelają!

Nad Zbruczem toczyły się walki. Oddziały sowieckie posuwały się od mostów w Podwołoczyskach, Husiatynie i Okopach św. Trójcy, czołgi i ciężarówki wiozące piechotę i ciągnące artylerię jechały szosami i polnymi drogami. Paru żołnierzy KOP przedostało się ze strażnicy w Podwołoczyskach do mostu kolejowego i wysadzili jedno przęsło, aby wstrzymać przejazd pociągów z czerwonoarmistami – w odpowiedzi, Sowieci że wysadzili w powietrze strażnicę KOP. Żołnierze ze strażnicy w Okopach św. Trójcy wytoczyli działo polowe zniszczyli dwa sowieckie czołgi, które od strony Kamieńca Podolskiego przejechały graniczny most nad Zbruczem. Ale Sowieci atakowali bardzo dużymi siłami i kopiści musieli się wycofać. Na innych strażnicach trwała obrona, ale przewaga wroga była ogromna. Drogami od Zbrucza w kierunku Trembowli jechały czołgi, ciężarówki i konnica. Czerwonoarmiści mówili ludziom, żeby się ich nie bać, bo przyszli bronić Polskę przed Niemcami.

W niedzielę 17 września w kościele parafialnym w Borszczowie jak zawsze latem o godzinie 6.00 rano zaczęło się nabożeństwo poranne, ale zostało przerwane. Mieszkańcy tej miejscowości opowiadali potem, że  do kościoła parafialnego w Borszczowie w czasie mszy przybiegł zdyszany sołtys z sąsiedniej wioski i na cały głos wołał: – Ludzie, uciekajcie, bolszewicy napadli w nocy na Polskę! Chowajcie się bo wojskowych i cywilów do niewoli zabierają!

Za sołtysem przybiegło kilku żołnierzy z baonu KOP z karabinami, którzy te wieści potwierdzili i ostrzegli rodziny wojskowe w Borszczowie, a potem zebrali się aby bronić budynków KOP. – Jezu Chryste – ksiądz proboszcz odwrócił się od ołtarza i zdumiał się, bo kościół przed mszą wypełniony wiernymi, teraz był pusty.

Typowa strażnica KOP, tu – Kamienny Wóż

Marian Nieć z baonu „Kopyczyńce” Pułku KOP „Czortków” opowiadał, że po 1 września „Zaraz po tym zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Jedna została zaraz odkomenderowana na front zachodni, a druga w której ja byłem została przydzielona do ochrony granicy wschodniej. Było nas o połowę mniej, to też podwójne obowiązki. Rosja niezwłocznie zaczęła przerzucać szpiegów – pseudo lub może przebranych za księży. Liczyli bowiem na to, że tu ludzie rozmodleni i tutaj nikt nie poważy się zaczepiać księdza. Grubo się mylili, księżulkowie byli przechwytywani i przekazywani do dyspozycji majora Wąsika pracownika dwójki [Oddział II Sztabu Głównego – wywiad – red.]. Wkrótce zauważyliśmy niepokojące ruchy wojsk radzieckich, aż pewnego dnia zaczęli przekraczać rzekę Zbrucz. Zatrzymani, twierdzili pokojowo, że idą nam pomagać bić germańców. Zastępca p – ka [pułkownika – red.] nakazał jednak wstrzymać ich marsz mówiąc, że my jesteśmy żywym murem granicy polskiej i o wejściu nie ma mowy, a sprawy pomocy winny być załatwione w naszym Sztabie Generalnym w Warszawie. Przetargi trwały zaledwie parę godzin, aż od Buczacza i  Trembowli zajechały samochody pancerne i artyleria zmasowanym ogniem zaczęła ostrzeliwać nas od tyłu. W tej sytuacji dowódca dał rozkaz wycofywać się w stronę Stanisławowa. Droga ciernista, nieustanne potyczki z Ukraińcami – temat na książkę – wystarczy jak powiem, że zaledwie kilku rozbitków wraz ze mną przekroczyło granice węgierską”.

Czerwonoarmiści w Polsce

A Antoni Catewicz – baon „Słobódka” 3 pp KOP – opisywał, że jego oddział po 1 wrzesnia skierowano w rejon Augustowa: „Ze względu, że na tym odcinku Niemcy nie nacierali, przetransportowano nas na wschód przez Baranowicze, Łuniniec, Sarny dalej na południe w kierunku Kowla. W niektórych miejscach linia kolejowa była uszkodzona bombardowaniem, odcinki musieliśmy odbywać pieszo, na trasie utworzyły się trzy kolumny – środek tj. szosa wojsko, a po obu bokach kolumny uciekinierów. Około godz. 13-tej [17 września – red.] nad nasza kolumnę nadlatują samoloty sowieckie – obleciały – i zawróciły – po pewnym czasie znowu się pojawiają – nasi zaczynają strzelać – dowódca mówi „nie strzelać”. Potem zaś około godz. 15-tej – podczas postoju i pobieraniu obiadu ponowny nalot z użyciem broni maszynowej, użyto także bomb małego kalibru. Wielu zabitych i rannych ludzi, koni, rozbity tabor. Ja z pobranym obiadem w ręku, w hełmie na głowie przytuliłem się do kępki zasłaniając twarz menażką z obiadem, pociski obok mnie tylko szeleściły po liściach, odchyliłem menażkę od twarzy – patrzę a tu lecą jedna za drugą bomby małego kalibru. W między czasie nadchodzi ksiądz i mówi <Koledzy chociaż – trzeba pogrzebać i choć paciorek zmówić>. Gdzie tam nie ma czasu, to do nas nie należy. Inni są od tego – sanitariusze. Po sformowaniu kolumny maszerujemy dalej, zbliżamy się do miejscowości Zofówk zostajemy ostrzeliwani przez ludność ukraińską. Domy puste, ludność chowa się w piwnicach lub ucieka ze wsi, zatrzymuję jednego i mówię <ręce do góry>, zauważam, że w ręku coś trzyma, mówię by rzucił na ziemię, odpowiada, że ma papierośnicę. Wchodzę do mieszkania, pusto tylko płaszcz i mundur polski wisi, z piwnicy wychodzą kobiety i dzieci. Maszerujemy dalej, otrzymujemy wiadomość od nauczycielki, że Kołki opanowane przez Sowietów. Całe miasteczko w czerwieni – flagi, transparenty. Tutaj zaczyna się walka na dobre. Padają rozkazy na całej kolumnie marszowej <artyleria do przodu, łączność, moździerze do przodu, broń maszynowa do przodu, broń pancerna na stanowiska bojowe>. Tu toczy się walka, trwa od godz. 16-tej do rana dnia następnego, są ranni i zabici – jeden z naszejkompanii zaginął z bronią w trzęsawisku. Nasze oddziały rozbijają samochód ciężarowy z  wojskami, widzę jak obok samochodu leży zabity cywil z  opaską czerwoną, dalej pali się lekki czołg, prowadzą jednego jeńca, bez czapki, przestraszony. Kołki spalone, inne miejscowości się palą – łuna pożarów. Nad ranem pod osłoną własnej artylerii jak tylko kto może czym prędzej przerywamy dolinę na drugi brzeg. Niestety tam zostajemy otoczeni ze wszystkich stron ciężkimi czołgami. Zostajemy rozbrojeni – tragedia, składamy broń, a właściwie rzucamy na stos jak drewno, jakie to przykre uczucie”.

Tak wyglądał 17 września 1939 r. dla żołnierzy KOP.

L.M.

Autor korzystał m.in. z opracowania – Barbara Tarkowska „Żołnierze kresowi. Korpus Ochrony Pogranicza 1924 – 1939. Relacje. Wspomnienia”

https://ordynariat.wp.mil.pl/u/documents/2024-10-15_Tarkowska_KOP.pdf

oraz „Okruchy pamięci. Wspomnienia i relacje byłych żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza” Wybór, wstęp i opracowanie: Sebastian Nowakowski, Mateusz Klempert, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, 2015