Kuty, 17 września 1939 r. Wspomnienia premiera Składkowskiego

Zgodnie z zapowiedzią publikujemy fragment wspomnień premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego z 17 września 1939 r. Pochodzą z książki „Nie ostatnie słowo oskarżonego”.

Premier Felicjan Sławoj Składkowski przybywa na posiedzenie Sejmu w maju 1939 r., by wysłuchać expose ministra spraw zagranicznych Józefa Becka po zerwaniu przez Niemcy paktu o nieagresji z Polską.

Dziś rano radosna wiadomość po której granica rumuńska wydaje się dalsza: generał Sosnkowski w kilku atakach nocnych rozbił niemiecki oddziały pancerne walcząc na zachód od Lwowa. Nasi zniszczyli około 100 czołgów i Lwów znów jest uwolniony od najazdu niemieckiego, tak więc będziemy się bronić być może na zachód od rzeki Stryj, gdyż Niemcy mają duże straty. Nareszcie coś dobrego w tej wojnie.

Druga, choć znacznie mniejsza radość jest z powodu opanowania rozruchów w stanisławowskim bez użycia wojska, o czym telefonuje wojewoda Jarecki. Gorszą wiadomością jest meldunek o usiłowaniach wywołania powstania ludności huculskiej w Żabiem, ale damy sobie radę z tym nawet naszymi siłami policyjnymi będącymi na miejscu. Znów, na pewno robota niemiecka, ale bezskuteczna.

Dopiero godzina 10:00 rano przyniosła straszną wiadomość, której na razie wierzyć nie chcemy: wojska sowieckie przeszły granice naszą czołgami i po złamaniu oporu oddziałów Korpusu Ochrony Pogranicza posuwają się na zachód, wołając, że idą walczyć z Niemcami by całej Polski nie zabrali. Telefonuje to wojewoda tarnopolski Malicki, ale wkrótce jest już wiadomość radiowa, że wojska sowieckie przeszły granice polską na całej długości od Dźwiny do Dniestru. Jesteśmy tym zupełnie zaskoczeni, taki cios nieoczekiwany .Przecież mamy z sowietami pakt o nieagresji z 1932 roku, poparty umową z końca zeszłego roku i traktatem handlowym. To coś potwornego i to w chwili gdy zdawało się, że będziemy mogli oprzeć się Niemcom choć na tym skrawku ziemi polskiej. Teraz dopiero staje się jasne dlaczego Ambasador sowietów Charonow [Szaronow – red.] tak nagle uciekł z Krzemieńca.

Marszałek Śmigły wzywa mnie i ministra Becka na godzinę 11:00 do siebie, do sztabu w Kołomyi. Telefonuję do Załucza o konieczności natychmiastowego przyjazdu Pana Prezydenta do Kut spod eksponowanego na wschód Śniatynia, gdzie wśródce mogą być bolszewicy.

Siadam do samochodu. Może jest jeszcze jakaś nadzieja jakieś wyjście z tej sytuacji straszliwej? W kwaterze głównej czekam na przybycie ministra Becka, po czym rozpoczynamy naradę. Wyniki są następujące: sytuacja ogólna Polski pogorszyła się gwałtownie z wejściem do wojny z nami Sowietów. Mamy przeciw sobie obecnie nacierających koncentrycznie ze wszystkich stron Polski około 200 dywizji. W tych warunkach trudno zorganizować skuteczny i długotrwały opór.

Czołgi i wojska sowieckie przełamały już oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza i prą naprzód wśród naszych oddziałów etapowych i służb pomocniczych nie mogących powstrzymać naporu nowej wielkiej potęgi militarnej, która zwaliła się na nasze tyły. Jednak musimy się opierać na poszczególnych punktach jak Hel, Warszawa, Modlin, Lwów, by Hitler nie mógł ogłosić światu, że opór Polski skończony, że więc mocarstwa Zachodu nie mają po co już walczyć. Musimy przedłużać naszą walkę ze względów politycznych.

Otwarcie mostu kolejowego na rzece Czeremosz w Kutach, łączącego Polskę z Rumunią – 1930 r.

„Wypowiedzenie wojny” nastąpiło w ten sposób że dzisiejszej nocy nasz ambasador Grzybowski został wezwany do pana Potiomkina, który wręczył mu notę rządu sowieckiego treści tak prowokującej, że ambasador Grzybowski odmówił jej przyjęcia. W nocie tej podpisanej przez premiera rządu Sowietów Mołotowa, po stwierdzeniu że wojna polsko-niemiecka wykazała słabość państwa polskiego, że rząd polski uciekł i nie daje znaku życia, Sowiety uważają, że umowy polsko-sowieckie straciły swe znaczenie. Wobec tego że niepewna obecnie sytuacja w Polsce może być groźba dla Związku Sowietów, wojska sowieckie otrzymały rozkaz przekroczenia granicy sowiecko-polskiej, a to celem obrony ludności bratniej Ukrainy i Białorusi zachodniej oraz uwolnienia ludności Polski od nieszczęsnej wojny (…).

Sytuacja naczelnego dowództwa i rządu jest zagrożona. Jutro będą w Kołomyi wojska sowieckie, gdyż w tej chwili czołgi Sowietów przekroczyły Dniestr w Uścieczku. Rząd i naczelny dowództwo mogłyby przedzierać się z policją i z stu żandarmami. będącymi jedyną siłą dyspozycyjną przez Żabie na zachód wzdłuż granicy węgierskiej, ale oddala nas od jedynej granicy alianckiej, którą jest granica rumuńska. Przy czym po przejściu granicy węgierskiej będziemy, niezwłocznie internowani, podczas gdy Rumuni są naszymi aliantami, mającymi wobec nas zobowiązania jasno określone. Zobowiązani są oni w razie wkroczenia Sowietów do Polski wejdź do wojny i mobilizować swą armię, która przechodzi razem z wojskiem polskim pod dowództwem Marszałka Śmigłego celem wspólnej walki z Sowietami. Postanawiamy zwolnić z Rumunów z obowiązku walczenia z Sowietami, którego na pewno nie wykonają w sytuacji obecnej. Natomiast jako sojusznicy Żądamy od nich przepuszczenia rządu naczelnego dowództwa i Wojska Polskiego przez Rumunię celem udania się do sprzymierzonej Francji i prowadzenia dalszej wojny za pomocą utworzonej tam Armii Polskiej. Decydujemy się na to, gdyż zadaniem rządu i Wodza Naczelnego nie jest wygranie lub przegranie poszczególnej bitwy oraz wykazanie męstwa osobistego. Zadaniem i celem naszym jest prowadzenie dalsze prowadzenie i wygranie wojny. (…) Minister Beck jedzie do Kut, aby omówić możliwości naszego przejazdu przez Rumunię z ambasadorem Rumunii w Polsce Grigorcea, ambasadorem Francji w Polsce Noelem w sprawie naszego pobytu we Francji celem dalszego prowadzenia wojny boku aliantów. Za parę godzin zameldujemy się u Pana Prezydenta w Kutach, celem przedstawienia mu wyniku naszych narad. (…)

Przedwojenne Kuty

Z tą ciężką decyzją wracam do urzędu w Kosowie. Zawiadamiam o niej wiceministrów (…). Po południu jadę do pana prezydenta do Kut. Przybywa marszałek Śmigły i minister Beck. Meldujemy, do zatwierdzenia Pana Prezydenta, wyniki naszej narady porannej. Poza tym minister Beck podaje, iż ambasador rumuński mówił z komory granicznej na drugim brzegu Czeremoszu po stronie rumuńskiej Wyżnicy przez telefon z ministrem spraw zagranicznych Rumunii Gafencu. Rumunia zgadza się na nieoficjalny przejazd Pana Prezydenta i rządu polskiego przez swe terytorium do Konstancy lub innego punktu granicznego z krajami neutralnymi. (…) W czasie narady otrzymuję na telefon od dyrektora Żyborskiego: starosta ze Śniatynia melduje, że wojska sowieckie doszły do Śniatynia i zajęły przejście graniczne do Rumunii; bariera została opuszczona i wszelki ruch graniczny wstrzymany. (…)A nam pozostaje już tylko jedna wolna droga graniczna do sojuszniczej Rumunii przez Kuty – most na Czeremoszu – Wyżnicę.

Wobec tej sytuacji zapada uchwała przejścia tej nocy z wszystkimi formacjami wojskowymi do Rumunii, celem dalszego przejazdu do Francji.

Redagujemy orędzie pana prezydenta Rzeczypospolitej do ludności polskiej, datowane dniem dzisiejszym 17 września w Kutach. Orędzie stwierdza że, iż pan prezydent podjął decyzję przeniesienia siedziby głowa państwa i władz centralnych do jednego z krajów sprzymierzonych. (…)

W Kutach pracuje już wojewoda Bociański, utrzymując porządek wśród wielkiej ilości samochodów, które nagromadziły się na paru ulicach tej małej granicznej miejscowości. (…) Najpierw pójdą samochody dyplomacji, później rządu i wojska, później dopiero prywatne. (…)

Wyjeżdża dyplomacja. Samochody nasze stają w długiej kolejce na ulicy wiodącej do mostu. Mija godzina. Komora rumuńska pracuje bardzo powoli. Zachodzi obawa, że o świcie nadlecą samoloty niemieckie i zbombardują ten wąż samochodów, który stoi jeszcze pod Kosowem. (…)

Wreszcie przejeżdża sztab, Skarbiec Wawelski, Fundusz Obrony Narodowej, wozy z pożyczką złotą na wojnę, na końcu jedzie wielki obóz samochodowy lotników z gen. Kalkusem. Jest już świt, godzina czwarta rano. Zaczynają przechodzić samochody cywilne. (…) Nie mamy tu więcej nic do roboty. Marszałek daje znak do odjazdu: rzucamy spojrzenie na ziemię polską i Kuty za Czeremoszem…

Oprac. L.M.

Zdjęcia: NAC Online (1,2) i domena publiczna (3)