Dramat premiera

Jednym z tych, którzy 17 września 1939 r. przekroczyli most graniczny w Kutach, był Felicjan Sławoj Składkowski. Wyśmiewany i krytykowany, za życia otoczony prawdziwie czarną legendą, z pewnością jest jednym z najmniej znanych premierów II Rzeczpospolitej.

Autor znakomitej książki o Pokuciu, nieżyjący już Stanisław Wołoszczuk, tak opisywał wydarzenia z 17 września, gdy dotarła informacja o sowieckiej agresji: „Wśród już obecnych w Kutach i ciągle napływających do miasta uciekinierów panował niesamowity bezład, harmider i nieustający zgiełk. Tu i ówdzie rozlegały się głośniejsze wołania, krzyki i uciążliwy dla ucha lament, który był w tych dniach w Kutach wszechobecny. Płakali ci, którzy opuszczali polską ziemię oraz ci, którzy ich żegnali i pozostawali na tej opuszczonej ziemi. Ten zgiełk i lament wzbudzał przygnębienie, żal, rozpacz. Widok był przygnębiający, żałosny i wręcz żałobny. Najbardziej wzruszające było to, że tak cywile, jak i żołnierze wkładali do swych toreb i portfeli kwiaty i liście z drzew, zabierali źdźbła trawy oraz grudki polskiej ziemi. Każdy brał co mógł i skrzętnie zawijał w papierek. Z tego faktu można było wnioskować, że wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, iż opuszczają ojczystą ziemię i wybierają się w nieznaną tułaczkę. Wielu z opuszczających tuż przed mostem całowało ziemię”.

Wołoszczuk też przejechał przez most. „W sznurze samochodów, który zatrzymał się przede mną idącym z mamą, wyróżniała się duża limuzyna w kolorze malinowym. Przystanęliśmy. Chciałem koniecznie zobaczyć to wspaniałe cacko z bliska, ale jakiś oficer nie pozwolił mi dojść bliżej. Moment ten zauważył generał z pistoletem na brzuchu, uśmiechnął się do mnie i zapytał: Chcesz, kawalerze, zobaczyć samochód? Tak! – powiedziałem. A powiedz mi, kto ty jesteś? Odpowiedziałem – Polak mały. Bystry z ciebie chłopak – rzekł generał. Powiedz więc, jaki znak twój? Orzeł Biały – odpowiedziałem. Stojący obok premiera-generała inni oficerowie rozjaśnili twarze w lekkim uśmiechu. Natomiast oficer, który go ochraniał, rzekł: No widzi Pan, Panie Premierze, jacy w tym pięknym zakątku Polski są mądrzy młodzieńcy, i do tego patrioci. Ale czas nagli i musimy jechać. Premier popatrzył na mnie i mamę i rzekł: Żegnajcie, pozostańcie z Panem Bogiem. A ty, kawalerze, razem z kolegami pilnujcie Ojczyzny. Kawalkada ruszyła na most. Ja i bez Pana Premiera – powiedziała mama – wiem, że mam pozostać z Bogiem”.

17 września 1939 roku na plebanii grekokatolickiej w Kutach odbyło się ostatnie posiedzenie rządu RP, z udziałem prezydenta Ignacego Mościckiego. Tam właśnie zapadła decyzja o wyjeździe władz RP. Oddziały Armii Czerwonej znajdowały się zaledwie 30 kilometrów dalej i nikt nie wiedział, że potrzeba kilku dni aby dotarły do Kut. Po mszy w miejscowym kościele rzymskokatolickim Najświętszego Serca Jezusa, członkowie rządu wyruszyli w kierunku wspomnianego wyżej mostu.

Premier opuszcza posiedzenie Sejmu, 1936 r.

Składkowski, podobnie jak inni członkowie rządu, liczył na to, że Rumunia zgodzi się na jego przejazd do Francji. Jednak wbrew oczekiwaniom (ostatecznie, istniał sojusz polsko-rumuński) został internowany w miejscowości Slanic. 30 września 1939 r. podał się do dymisji, którą przyjął nowy prezydent Władysław Raczkiewicz. Później przeniesiono go do Baile Herculane niedaleko granicy z Jugosławią. Mimo, że stał się osobą prywatną, był pod stałą kontrolą służb rumuńskich (wiadomo, że na jego wyjazd nie chciał się zgodzić premier Władysław Sikorski). Zwrócił się więc o przyjęcie go wojska, na co otrzymał odpowiedź od premiera: Otrzymałem Pańskie zgłoszenie do służby czynnej. Żąda pan w swym podaniu rzeczy niemożliwej. Nie rozporządzam tak silną policją, ani żandarmerią, by ochronić Pana od zniewag i zamachów, które spotkać Go muszą w każdym większym skupisku polskim. Pan, Prezes Rządu odpowiedzialnego za bezprzykładny pogrom, jakiegośmy doznali, powinien zrozumieć, że jedno mu teraz pozostaje: dać o sobie zapomnieć.

Baile Herculane

W pierwszej połowie 1940 r. rząd emigracyjny uznał jednak, że byłych ministrów trzeba wydostać z Rumunii. Po uzyskaniu zgody, Sławoj-Składkowski uzyskał wizę bułgarską i turecką i razem z byłym ministrem sprawiedliwości Witoldem Grabowskim pojechał do Turcji.

Po nieskutecznych staraniach o przyjęcie do wojska, zdecydował się na napisanie prośby do prezydenta Raczkiewicza. Ostatecznie, 24 listopada 1940 r. Składkowski otrzymał pozwolenie naczelnego wodza na wyjazd do Ośrodka Zapasowego Brygady Strzelców Karpackich gen. Stanisława Kopańskiego w Palestynie. Na zmianę decyzji gen. Sikorskiego wpływ wywarł prezydent, który wstawił się za Składkowskim.

Dowódca Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich gen. Stanisław Kopański wyraził zgodę na objęcie funkcji inspektora sanitarnego jednostek i instytucji Armii Polskiej na terenie Palestyny. W początkach marca 1941 r. został oddelegowany jako stały delegat wojska przy Polskim Czerwonym Krzyżu w Palestynie z pozostawieniem obowiązków inspekcji sanitarnych w wojsku. Prowadził jednak działalność polityczną (wspierał środowisko piłsudczyków), co skutkowało zwolnieniem go z obowiązków i faktycznym przeniesieniem na emeryturę 14 mja 1941 r.

Do końca wojny pozostawał bez przydziału, prowadząc w tym czasie prywatną praktykę lekarską. Po zakończeniu wojny pozostał na emigracji w Londynie. Był autorem wielu wspomnień i artykułów takich jak „Moja służba w Brygadzie. Pamiętnik polowy”, „Z walk Pierwszej Brygady” i „Nie ostatnie słowo oskarżonego”. Gen. Felicjan Sławoj Składkowski zmarł 31 sierpnia 1962 r. w Londynie.

W Gąbinie (woj. mazowieckie) w zabytkowej kamienicy, w której się urodził, od 1999 r. mieści się przechowujące pamiątki po nim Społeczne Muzeum Ziemi Gąbińskiej.

Edward Bojarun

Autor korzystał z pracu Marka Siomy „Obcy wśród swoich: losy gen. dyw. Sławoja Felicjana Składkowskiego w latach 1939-1941” https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/none/2005-tom-60/annales_universitatis_mariae_curie_sklodowska_sectio_f_historia-r2005-t60-s193-207.pdf oraz artykułu https://nto.pl/moje-kresy-kuty-czas-apokalipsy-czas-rozpaczy/ar/4137981