Żołnierze Września w niewoli sowieckiej (część I)

Jest wiedzą powszechną, że w trzech obozach NKWD: Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie od jesieni 1939 do wiosny 1940 r. Sowieci przetrzymywali ok. 14,5 tysiąca polskich oficerów. Jednak dość często w katyńskiej publicystyce historycznej okres ten traktowany jest pobieżnie i bezkontekstowo. Tymczasem pozostaje on kluczowy dla właściwego zrozumienia podjętej przez Stalina decyzji o zagładzie.

Monaster w Kozielsku – miejsce przetrzymywania jeńców polskich zamordowanych w Katyniu

Według najnowszych badań w szczytowym momencie, tj. pod koniec września 1939 roku, w niewoli Armii Czerwonej i NKWD – wbrew twierdzeniom sowieckiej propagandy mówiącym o 0,3 miliona – znajdowało się faktycznie ok. 230-250 tys. żołnierzy biorących udział w kampanii wrześniowej. Wiadomo z kolei, że w ramach zbrodni katyńskiej zamordowano mniej więcej jedną dziesiątą tej liczby. Pytanie pierwsze brzmi zatem: co stało się z pozostałymi? Ich los jednostkowy w dużej mierze pozostaje nieznany, ale nie oznacza to, że historiografia nie jest w stanie opisać niektórych prawideł dotyczących ich jako grupy, a w rzeczywistości kliku odrębnych grup.

Pierwszy problem stanowi potężny rozziew między całkowitą, wspomnianą wyżej sumą 230-250 tysięcy jeńców a prawie dwa razy mniejszą liczbą osób przekazanych do dyspozycji NKWD, oscylującą wokół 125-126 tysięcy. Nie zgadzam się z tezą wysuniętą przez autorów Wikipedii – pierwszego coraz częściej źródła informacji – jakoby brakującą połowa została w pierwszych dniach okupacji zwolniona do domów. Przeczy temu art. 1 osławionego rozkazu szefa NKWD Ławrientija Berii nr 0308 z dn. 19 września 1939 pozostający w związku z przyjętym tegoż dnia przez Radę Ekonomiczną Rady Komisarzy Ludowych ZSRS regulaminem postępowania z jeńcami wojennymi, w którym, w art. 1 „za jeńców wojennych uważa się osoby pozostające w stanie wojny z ZSRR, wzięte do niewoli w toku działań wojennych, a także obywateli innych państw [podkreślenie moje] internowanych na terenie ZSRR”. W prawno-logiczną kolizję z powyższą konstatacją wchodzi również art. 2 regulaminu Zarządu do Spraw Jeńców Wojennych NKWD ZSRS stanowiący, iż zadaniem tegoż Zarządu jest „przejmowanie jeńców wojennych od Dowództwa Polowego RKKA [Armii Czerwonej].

Pustelnia Niłowo-Stołobieńska w Ostaszkowie – miejsce przetrzymywania jeńców polskich zamordowanych w Kalininie

Oczywiście wprawny umysł wychwyci niedostatek tej argumentacji. Nie można przecież wykluczyć, że Armia Czerwona nie wywiązała się ze swojego obowiązku, o niczym, res certa, nie poinformowała szefostwa NKWD. Zostają zestawienia liczbowe. Do ogólnej, potwierdzonej sumy 125 803 jeńców znajdujących się w gestii sowieckiego aparatu bezpieczeństwa w dniu 20 października należy doliczyć zwolnionych z czasem ok. 42 500 żołnierzy i podoficerów zamieszkujących zachodnią Białoruś i Ukrainę, czyli, mówiąc po polsku: Kresy Wschodnie. Do tego dochodzi 25 000 osób skierowanych na budowę drogi bitej Lwów-Nowogród Wołyński oraz dodatkowe 12 tysięcy wysłanych decyzją Rady Komisarzy Ludowych do pracy w przedsiębiorstwach metalurgicznych w Krzywym Rogu, na Doniecczyźnie i w Zaporożu. Po zliczeniu sum cząstkowych otrzymujemy liczbę dochodzą do 225 tysięcy, a więc niemal dokładnie tyle, ile znalazło się pierwotnie w rękach Armii Czerwonej i NKWD.

Matka Boska Kozielska, płaskorzeźba wykonana przez Henryka Witolda Gorzechowskiego zgładzonego w Katyniu

Proces pozbywania się z obozów zbędnych, zdaniem kremlowskiego kierownictwa, osób, odbywał się etapami. Najpierw, w dniach 7-18 października zwolniono 42 500 szeregowców i podoficerów (za wyjątkiem chorążych i podchorążych) zamieszkujących zachodnią Ukrainę i Białoruś. Jako się rzekło, nie miała tego szczęścia należąca do tej kategorii grupa ok. 37 000 osób skierowanych na roboty. Następnie, między 24 października a 23 listopada Sowieci przekazali III Rzeszy 42 492 jeńców zamieszkujących przed wojną tzw. województwa centralne. Co ważne, zastosowano podwójne standardy, oddając Niemcom podchorążych i chorążych przynależnych ich strefie okupacyjnej; własnych zachowano w niewoli w obawie, że na wolności mogliby podjąć akcję dywersyjną.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dominik Szczęsny-Kostanecki

 

Projekt realizowany dzięki wsparciu Fundacji Lotto