Wrześniowa epopeja Wilhelma Orlik-Rückemanna

W momencie inwazji ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku polska obrona Kresów została postawiona w dramatycznej sytuacji. Znaczna część oddziałów została przesunięta na zachód ku Niemcom, wobec czego na wschodzie zostały jedynie niewielkie jednostki.  Główną siłą strzegącą Kresów był Korpus Ochrony Pogranicza (KOP). Formacja ta powstała w 1924 roku i od tamtego czasu strzegła ponad 1400 km niespokojnej granicy ze wschodnim sąsiadem. Jego dowódcą był  gen. bryg. Wilhelm Orlik-Rückemann. Urodził się w 1894 roku we Lwowie, był dawnym legionistą i weteranem wojny polsko-bolszewickiej. Brał udział I wojnie światowej, w Legionach Polskich.

Na zdjęciu jeszcze jako pułkownik

Nad ranem 17 września większość strażnic KOP-u została zaatakowana. Wbrew późniejszej propagandzie, polscy żołnierze bronili swoich pozycji. W nocy z 17 na 18 września naczelne dowództwo rozkazało wycofać się armii polskiej do Rumunii, a także zakazano podejmowania działań przeciwko Sowietom, o ile oni nie atakują lub próbują rozbrajać polskich żołnierzy.  Wbrew tym zaleceniom Rückemann rozpoczął umacnianie swoich pozycji i polecił stawiać opór. Siły Rückemanna po uzgodnieniu z gen. Kleebergiem miały się kierować w kierunku Kowla aby tam połączyć się z siłami polskimi z zachodu i dalej kierować się ku granicy rumuńskiej. Aby tego dokonać, KOP musiał skonsolidować rozrzucone siły i podjąć się marszu przerywanego atakami samolotów radzieckich, dywersantów  i oddziałów sowieckich, a także ukraińskich nacjonalistów.

Żołnierze KOP – zdjęcie przedwojenne

Rozpoczął się żmudny marsz na południe podczas, którego do KOP-u dołączały inne oddziały Wojska Polskiego, ochotnicy z Przysposobienia Wojskowego i policjanci. Wkrótce jednak, z powodu utraty Kowla, kierunek marszu musiał się zmienić na zachód w kierunku Włodawy. Odwrót w kierunku Rumunii stał się na ten moment niemożliwy lub bardzo utrudniony. Sytuacja wycofujących zaczynała być coraz bardziej dramatyczna, kończyły się zapasy amunicji i żywności. Decyzja o marszu na zachód zapadła w czasie kiedy wojska III Rzeszy i ZSRR spotkały się już w Brześciu i zorganizowały wspólną defiladę.  28 września wojska Rückemanna dotarły w okolice Szacka i usiłowały przekroczyć w tym miejscu Bug, zostały jednak wyprzedzone przez Armię Czerwoną, która od dłuższego czasu starała się okrążyć siły Polaków. Doszło do ciężkiej bitwy, która została przez Polaków wygrana. Sowieci mimo wsparcia czołgowego i przewagi liczebnej zostali odparci. Sowieci w raportach podawali straty polskie na 700 zabitych i ponad 1000 wziętych do niewoli, ale w rzeczywistości zginęło, zostało rannych około 500 żołnierzy polskich. Straty radzieckie oficerowie sowieccy ocenili na 265-267, a także 8-9 czołgów  i 5 ciągników artyleryjskich. Były one jednak niewątpliwie wyższe, a dywizja sowiecka niemal uległa rozbiciu. W czasie walk został ranny od pocisku z polskiego działa dowódca dywizji sowieckiej, płk. Iwan Russijanow. Został on później odwołany za złe kierowanie armią. Wbrew raportom sowieckim niepowodzenie musiało być znaczne.

Kawaleria KOP. Zdjęcie przedwojenne

Mimo zwycięstwa sytuacja dla KOP-u stawała się jednak coraz bardziej beznadziejna. W momencie kiedy Polacy toczyli bitwę pod Szackiem, 28 września upadła Warszawa. Po przekroczeniu Bugu Sowieci, używając jednostek pancernych po raz kolejny spróbowali rozbić siły Rückemanna pod Wytycznem, tym razem z powodzeniem.  Po walkach 30 września i 1 października, generał rozwiązał to co zostało ze swoich oddziałów i polecił przedostać się za granicę na własną rękę. Części z nich się to udało, w tym samemu dowódcy, który przez Litwę dotarł do Szwecji, a później dotarł do w Wielkiej Brytanii. Rückemann przez całą wojnę pracował w sztabie, ale nigdy już do Polski nie wrócił. Pozostał na emigracji i wyemigrował do Kanady, gdzie zmarł w 1986 roku.

Michał Rastaszański

zdjęcia: Wikipedia i domena publiczna